sobota, 1 września 2012

Maski BingoSpa czyli trudny wybór...

Właśnie przymierzam się do przetestowania maski Bingo z błotem karnalitowym - zwalczające łupież i łojotok. I muszę przyznac wybór maski sprawił mi ogromną trudnośc...
Generalnie maski Bingo dzielą się na dwie kategorie - te bardziej do włosów i te bardziej do skóry głowy. Póki jeszcze mamy problem z włosami i nie jest on powiązany ze stanem Naszej skóry głowy wybór jest z pozoru prosty (ale tylko z pozoru). 
Przy wyborze pomiędzy maską: mleczną z elastyną; kaszmirem i jedwabiem; spiruliną i keratyną a shea i pięc alg sugerujemy się jednak aktualnymi zapotrzebowaniami  Naszych włosów (oczywiście na tyle, na ile zdążyłyśmy rozszyfrowac ich kapryśnośc czyli bardziej lub mniej: emolienty, proteiny, a może tylko zmiękczacze, nawilżacze i tak dalej i tak dalej).
A co jeśli to skalp doprowadza Nas do frustracji? Dla problematycznego skalpu BingoSpa przygotowała aż 4 maski: drożdżowa, z zieloną glinką, z glinka Ghassoul oraz właśnie z błotem karnalitowym. I co teraz?
Niby opis każda ma, niby każda się różni ale dla mnie osobiście to był strzał w ciemno :/ 
Nie mam problemów z przetłuszczaniem się włosów ani z łupieżem ale mam (wspominałam już chyba niejednokrotnie chyba) problematyczny skalp. Otóż bardzo chętnie wyskakują mi paskudne, duże i bolesne krosty... Nawet dziś, po wczorajszym wieczornym myciu włosów, znalazłam kilka( obecnie kilkanaście) bolesnych grudek. Walczę z tym od jakiegoś czasu  (przed myciem olejek z łopianu/rozmaryn/zielona herbata + szampon sesa z olejkiem miętowym/cytrynowym/herbacianym). Do tego postanowiłam dołożyc właśnie któregoś Bingosa... 
Czy się sprawdzi? Zobaczymy, chociaz nie powiem, że ten jakoś składowo tak najciekawszy się wydawał...

piątek, 31 sierpnia 2012

Na fali eksperymentów

Sporo mnie nie było. Ale to nic :) Testowałam hity blogowo-urodowe.
Mogę zrobic małe podsumowanie:

1.Wcierka Jantar: zużyte dwa opakowania - efektów brak, ani zahamowania wypadania ani kiełkowania babyhair nie zaobserwowałam...

2.Laminowanko żelatyną: na moich zwariowanych ekstremalnie puszących się włosach z tendencją do całkiem ładnych loczków wtapianie żelatyny (dwukrotne) nie przyniosło ŻADNEGO efektu. Ani w postaci odczucia miękkości, polepszenia/pogorszenia skrętu czy chociażby ujarzmienia puchu lub dodania miękkości...

3. W międzyczasie szarpnęłam się na odżywkę Khadi Cassia- mocno ziołowy susz, zapachem przypomina yerba mate czyli popielniczke- :/ nic nie zaobserwowałam chociaż nie odradzam jej innym dziewczynom, przy spłukiwaniu włosów wydawało mi się, że są jakieś inne- dopiero poranek ostudził moje nadzieje.

4. Żel lniany - i tu małe zaskoczenie - jest genialny, poprostu genialny!!! Dlaczego tak długo zapierałam się przed jego użyciem? Bardzo skutecznie odstraszało mnie to magiczne słowo-STYLIZACJA, które kojarzy mi się ze sklejonymi, sztywnymi włosami po lakierze/piance/żelach/brylantynach(i co tam jeszcze chcecie). Po umyciu włosów i wgnieceniu odżywki b/s Joanna mleko,miód wytaplałam palce w miseczce z żelem i nałożyłam na włosy. Pech chciał, że dziś było mega wilgotno i włosy schły długo więc trochę się musiałam pomęczyc ze sklejonymi od wody strąkami ale kiedy wyschły - wow. Anielskie loczki, mięciutkie tak jak od dłuższego czasu marzyłam. Absolutny must have. Nie rozstanę się z nim już nigdy.

5.Eliksir Green Pharmacy p-wypadaniu - ma ładny zapach, po aplikacji na włosy jest niewyczuwalny. Nie skleja nie obciąża. Psikałam się nim kilka razy ale wątpię w aktywację babyhair :).

6. Sesa szampon przeciwłupieżowy  z olejkiem herbacianym, miętą i cytryną. Po co mi szampon przeciwłupieżowy skoro nie mam łupieżu? Bo mam problematyczną skórę głowy- nie przetłuszcza się ale pojawiają się wypryski- spore i dośc bolesne. Skóra głowy to kontynuacja skóry twarzy- a więc problem z cerą mam podobnie - często mam odczucie ściągnięcia ale zbyt treściwy krem mnie zapycha... Ponieważ testuje różne wcierki, eliksiry i inne podejrzane mikstury dla równowagi chciałam zadziałac czyms przeciwtrądzikowo na skórę głowy :)
O samej Sesie: mała tubka bo tylko 90ml, skład całkiem ciekawy - na początku składu olejki, ekstrakty, dalej SLS i konserwant.
dokładniejszy skład:
Rea Tree oil, spearmint oil, sandalwood oil, lemon oil, ketoconazole, piroctone olamine, pro vitamin b5, polyquaternium, sles, sodium lauroyl sarcosinate, sodium lauroyl oat amino acids, cocomonoethanolamide, cocodiethanolamide, emulsifier & tickening agents, preservatives, perfumes, colour (CI#15985), Water.
źródło:google.com

Szamponik jest bardzo gęsty, nie wiem jak się ustosunkowac co do właściwości pianotwórczych :) raz pieni się całkiem zacnie, aż żałuje, że wycisnęłam za dużo a czasem pieni się byle jak. :p 

Jeśli chodzi o działanie przeciwłupieżowe- nie wypowiadam się, gdyż nie po to go kupowałam ale jeśli chodzi moje oczekiwania spisywał sie dobrze, chociaż dziś mając świeżuchne włoski po myciu czuję kilka chamskich wykwitów...

7. Olejek Łopianowy z rozmarynem i zieloną herbatą. Analogicznie jak szampon sesa, normalizowanie działania pracy gruczołów łojowych+ plus działanie przeciwwypadające. Narazie nie zaobserwowałam efektów. 

Hmmm co tam jeszcze :)

Dorobiłam się pokaźniejszej kolekcji półproduktów i teraz mogę dowolnie żonglowac i karmic włosy albo emolientami, humektantami albo proteinami. Moje półki zasiliły aloes&woda różana i gliceryna. Co prawda nie zaobserwowałam objawów przeproteinowania keratyną, której używałam w dużych ilościach ale byłam ciekawa efektu dowalenia aloesu i gliceryny. Przy następnym myciu wstrzymam się z żelem lnianym i odżywką b/s żeby ocenic efekt na "sucho". 

Aha, dziś w ramach hair day spa, postanowiłam mycie zakończyc kwaśną płukanką z kawy ale coś mnie podkusiło, żeby zabawic się w chemika i sprawdzic odczyn 2 łyżek kawy rozpuszczalnej zalanej wrządkiem w kubku :) Wiecie jakie było pH? 7! Obojętne! Czyli płucząc włosy w kawie rozpuszczalnej generalnie pokryłabym je tylko osadem kawowym ;p No to by było na tyle. Zdjęcie włosów wstawię jak zrobie przy świetle dziennym bo efekt jest naprawdę godny pochwalenia. God bless żel lniany!

Peace!












niedziela, 29 lipca 2012

Wszystkie pragną je miec - baby hair

Tak... O baby hair czytam tu, czytam tam. Sama zapragnęłam miec własne. Po opanowaniu niekontrolowanego puchu okazało się, że moich kłaczków wcale nie ma tak dużo, że warkoczyk to jest cieniutki, marniutki że oj. Ale będę szczera - nigdy mnie to specjalnie nie interesowało. Tzn. miała koleżanki, których kity poprostu przytłaczały swoim ciężarem ale ja miałam inny problem - szope a następnie wręcz popalone włosy farbami, gdzie był czas na myślenie i ich grubości? Do tego raz narkoza i nieprzyjmne leczenie + włosy całe życie ciasno w kitkę noszone. No więc o to i jest - nowy cel. Pobudzic włoski po kiełkowania!

Na pierwszy ogień oczywiście dieta - oczywiście nie stosuję. Ale jakoś zupełnie detrukcyjnie się nie odżywiam więc nie będę sobie pluła w brodę, że jest tak słabo.
-Suplementacja - Humavit Sprzypokrzywa- odhaczyc - w moim przypadku nie działa nic a nic
-CP- także odhaczyc - 2 opk. zero efektów.
-Mgiełka Jantrar- jestem na początku drugiej buteleczki, po pierwszej szału nie ma ale jeszcze nie wydaję werdyktu. Kuracja jest jednak lekko uciążliwa. Nie mam włosów wybitnie przetłuszczających jednak po 2 dniach lekkie uczucie nieświeżości tuż po aplikacji można odczuc.
- masaż skóry głowy - najprzyjemniejsza sprawa w całej kuracji. :>
W zasadzie na dzień dzisiejszy to tyle. Jeśli zawiedzie Jantar mam jeszcze 4 opcje na wcierki ziołowe i co ważniejsze - bezalkoholowe - Green Pharmacy p-wypadaniu i do włosów farbowanych, Seboravit i Saponics z Farmony. Na sam koniec, jeśli nic się nie poprawi wyciągam najcieższą artylerię w postaci Kuracji Wzmacniającej Rzepa z Joanny. Dlaczego na sam koniec?  A no właśnie, bo w składnie alkohol denat.+dmdm hyndatoin - czyli pewne ryzyko dla wrażliwej skóry głowy.

Kitek został odstawiony na bok na rzecz luźnego warkocza. Zawsze coś.

Myślałam jeszcze nad propozycją Anwen ze wspólną akcją żelatynową. Nawet jeśli się zdecyduję pozostanę raczej cicho-ciemną uczestniczką. Bez pasemek kontrolnych, bez fotorelacji, bez notatek z wrażeniami - jestem zbyt niesystematyczna :)
A moim drugim suplementem, który już nawet został przeze mnie zakupiony to siemie lniane, czyli będę się faszerowac najlepszym stylizatorem ever - żelem lnianym. Kiedyś gotowałam go z owsianka. Smak mi nawet odpowiadał chyba do tego wrócę.

Kurde, znowu nie wiem jaka fote wstawic ;p Wiec foty brak





piątek, 13 lipca 2012

Foto w natarciu!

Wreszcie coś. co ożywi smęty :)
Na pierwszy ogień - turboloki, chyba najmocniej skręcone, bijące blaskiem popołudniowego słońca. Twarz za to nie wyjściowa więc postarałam się o profesjonalny make up.
A później moje zwariowane zwierzaki. Wszystkie są udane i wnoszą do mojego życia dużo radości.
Na sam koniec takie małe przekłamanie mojego aparatu - w rzeczywistości nie mam aż tak zielonych oczu. Byłam ciekawa jak wyglądam ze spiruliną na twarzy i tak jakoś wyszło.





środa, 11 lipca 2012

Blog zamarł 8-/...

Tykam go lekko i ostrożnie jak martwego wróbla. Patykiem. Wdech i...
Jeszcze nie zarobaczony, jeszcze da się reanimowac...
No to pobudka!

Znowu error z fotkami. To chyba jakiś znak, co aby nikt nie obejrzał moich ambitnych zdjęc. No ale do trzech razy sztuka. Jutro podbije jeszcze raz ;p

Co aby nie było zbyt interesująco muszę stwierdzic, że stan moich kudełków i cery jest w ciemnej d... powiedzmy za górami za lasami ;)
Wymęczyłam wszystkie agresywne żele prysznicowe. Teraz od stóp do głów BDfM (różowy), gloria + hydrolizowana keratyna lub jedwab + kwas mlekowy (kropel 5) + kapka bhringraj lub Vatika migdałowa (aby wykończyc bo niestety ale szału nie ma. Nie dla mnie ajurveda). A na mokre włosy Joanna Babunia miód lub jojoba + silikon na końcówki.
Twarz od dosłownie 2 dni opryskuję samorobnym tonikiem z wody z kwiatu pomarańczy (smród poczciwego męskiego "Brutala") z kwasem mlekowym . Jako krem na zmianę stosuję albo serum SAP ze ZrobSobieKrem.pl (dla mnie osobiście boska kombinacja- kocham miłością wielką ale dzięki wit.C cała moja opalenizna zeszła. Jestem różowo-biała jak niemowlę) wymieszanym z organicznym olejkiem jojoba. Drugim specyfikiem jest świeżo ukręcony Delikatny krem z kwasami PHA (także ZSK) wzbogacony, gratisowo dodanymi liposomamu z nanosrebrem.

Kilka uwag - jojoba, mimo iż teoretycznie jest najbardziej zbliżony do ludzkiego sebum pojawił mi się problem z wypryskami (cała parada wielkości, kolorów i bolesności ;/) Dlatego ratuję się tonikiem pomarańczowym (ten smród...) i kremem z PHA, który teoretycznie bez nanosrebra powinien zadziałac ale jakiś taki lepki i biedny był po ukręceniu, więc dowaliłam co miałam.

Jeśli chodzi o włosy... hmmm Po wielkim hurra, kiedy stanęłam przed lustrem i uśmiechała się przede mną kręconowłosa dziewczyna kontynuowałam pielęgnację z nadziei o miękkośc, sprężystośc i blask moich na nowo co poznanych kręciołków. I co? I nic...
Oleje Bhringraj (bezparafinowy), Vatika migdałowa (parafinowa), BD pflegol nic nie dały. No może lekko wlosy sie ładniej mienią ale w dotyku beznajdzieja.
Hydrolizowana keratyna i jedwab nie pomogły odbudowac moich włosów przy końcach (mimo, iż było parę miesięcy spokoju od prostownicy i 6mc od jakiego kolwiek farbowania - nawet bez amoniakowymi wynalazkami) to końcóweczki wręcz się ciągną jak gumki - a były podcinane!
Kończę duże opakowanie humavitu (drożdże, skrzypo-pokrzywa), nakrapiam skalp tym super zachwalanym Jantarem a baby hair pojawia mi się dzień po goleniu pach ale nie na głowie...

Z miłych rzeczy zrobiłam sobie ombre - skoro końcówki i tak pójdą na rzeź to chociaż niech polegną w odcieniu ładnego blondu.  Zdjęcia - będą jak komputer z kartą się pogodzi.

Na koniec może jednak wstawię tu jakieś zdjęcie. Nie moje ale żeby jakoś tak kolorowiej i weselej było. w normalnym życiu otaczam się wieloma ładnymi rzeczami (odczucie bardzo subiektywne i krótkotwałe)

Także hej ho!






źródło google.com

poniedziałek, 4 czerwca 2012

AAAAAAGGGHHRRRR ochydne denko

Tu moja osobista uwaga, może się komuś nie spodobac ale trudno wali mnie to. Tak myślę. tak uważam. Tak odczuwam...
Moja subiektywna refleksja na temat zdjęc z opróżnionymi słoiczkami z kosmetykami. Jakoś nie mogę ich przebolec. Czemu? Nie wiem... Jakieś to głupie dla mnie. Wycieranie paluchem reszty kremu ze słoiczka, rozcinanie opakowania, wyciskanie do samego cna tubki. Kolekcja rozcięctych pudełeczek, tubek, słoiczków i idiotyczne udowadnianie, że są absokurwalutnie puste. OK wierzymy Ci, nie podkupili Cie, zużyłaś to. Nie możesz poprostu napisac jakie masz odczucia? Musisz dowalic wylizany do granic możliwości plastikowy śmiec?  Po ki Chj? Unikam jak ognia blogów, gdzie dziewczyny chcą byc do szpiku uczciwe o pokazywac jak dosłownie zużyły dany kosmetyk, jak głeboko wtykały swoje paluchy, żeby wydobyc resztke kosmetyku. Nawet nie wiem o jaki przymiotknik to się zachacza... Słabizna na maxa...  

Trololooo Tribute

Nie żyje Eduarld Khill. Pan od popularnego w internecie "trolololo" :(
http://www.cda.pl/video/2221570/Family-Guy-Trololo-Guy