Generalnie maski Bingo dzielą się na dwie kategorie - te bardziej do włosów i te bardziej do skóry głowy. Póki jeszcze mamy problem z włosami i nie jest on powiązany ze stanem Naszej skóry głowy wybór jest z pozoru prosty (ale tylko z pozoru).
Przy wyborze pomiędzy maską: mleczną z elastyną; kaszmirem i jedwabiem; spiruliną i keratyną a shea i pięc alg sugerujemy się jednak aktualnymi zapotrzebowaniami Naszych włosów (oczywiście na tyle, na ile zdążyłyśmy rozszyfrowac ich kapryśnośc czyli bardziej lub mniej: emolienty, proteiny, a może tylko zmiękczacze, nawilżacze i tak dalej i tak dalej).
A co jeśli to skalp doprowadza Nas do frustracji? Dla problematycznego skalpu BingoSpa przygotowała aż 4 maski: drożdżowa, z zieloną glinką, z glinka Ghassoul oraz właśnie z błotem karnalitowym. I co teraz?
Niby opis każda ma, niby każda się różni ale dla mnie osobiście to był strzał w ciemno :/
Nie mam problemów z przetłuszczaniem się włosów ani z łupieżem ale mam (wspominałam już chyba niejednokrotnie chyba) problematyczny skalp. Otóż bardzo chętnie wyskakują mi paskudne, duże i bolesne krosty... Nawet dziś, po wczorajszym wieczornym myciu włosów, znalazłam kilka( obecnie kilkanaście) bolesnych grudek. Walczę z tym od jakiegoś czasu (przed myciem olejek z łopianu/rozmaryn/zielona herbata + szampon sesa z olejkiem miętowym/cytrynowym/herbacianym). Do tego postanowiłam dołożyc właśnie któregoś Bingosa...
Czy się sprawdzi? Zobaczymy, chociaz nie powiem, że ten jakoś składowo tak najciekawszy się wydawał...











