Nie wiem czy gdzieś już o tym pisałam ale nie cierpię przygotowywac warzyw do śniadania/obiadu/kolacji. Najprawdopodobniej jest to okropnie zły nawyk żywieniowy, który wziął się z czasów, w których moi rodzice chcąc przekonac Tadka-niejadka do jedzenia wysławiali Pana Boga, kiedy ich dziecko wpałaszowało kanapkę z nutellą albo dmuchane ziarna przenicy polane cukrem z miodem (Kellog'sy) albo jeszcze lepiej - bomba cukrowo-kaloryczna w postaci przecierowych sokow typu Kubuś...
W każdym razie gdyby nie gotowe surówki zapewne jedzenie warzyw odkładała bym na jakieś święto. I to wcale nie dlatego, że warzyw nie lubię. Poprostu nie przychodzi mi do głowy ich zakup w trakcie spisywania listy a w sklepie nie lubię się za bardzo głowic nad kombinacją (a może mizeria, a może pomidory z cebulą, a może to etc.) Ostatecznie wmawiam sobie, że kasza gryczana albo dziki ryż wszytko mi to wynagrodzi i heja.
No ale jednak przydało by się to idiotyczne autodestrukcyjne zachowanie zmienic. Nie chcę byc już wiecznie bladym i zmęczonym cherlakiem, któremu grozi cukrzyca i otylośc. Przekonałam się dopiero przy walce o ładne włosy i cerę.
Moją dietę (w zasadzie życie!) postranowiłam zmienic od wprowadzenia owsianki z siemieniem lnianym. Nie było to takie trudne jak do tej pory myślałam, jednak efektów póki co nie widzę (ani nie opuściły mnie wieczorne napady głodu, ani przypływ energii nie wyrzuta mnie z łóżka o 7, ani tym bardziej poprawa stanu cery czy włosów - baby hair- ja ciągle czekam...). Na szczęście jej smak jest na tyle znośny, że nie czuję, że karam samą siebie.
I druga sprawa - wiele włosomaniaczko-ceramaniaczek odżywia się od wewnątrz samorobnymi koktajlami jabłkwo-pietruszkowo-innymi. To oczywiście dla mnie coś nie do przejścia, parę razy próbowałam i tylku uwaliłam kuchnie farfoclami z pietruchy więc odpuściłam.
Wpadłam więc na genialny pomysł napisania do producenta soków 24h (Marwit) czy przypadkiem nie planują wprowadzic takowych soków na rynek. Marchwii i jabłek mają na potęgę a więc i pietruchy. Dla nich żaden wydatek. Odpowiedz przyszła... uwaga, po 4 miesiącach, że pomyślą.
Na szczęście w między czasie wyczaiłam innego producenta. Jego zasięg występowania jest o wiele mniejszy , ale co na plus to za sok marchwewkowy płacimy 3,40 ale za 500ml a nie 250!
Dziś weszłam na ich stronę: Viva Natura a tam proszę drogie panie czwarty od lewej sok marchwiowo-pietruszkowy.
Co zatem wam radzę? Poszukac w swojej okolicy warzywniaczka lub sklepu, kóry zaopatruje się w Viva Natura a nie Marwit czy Cymes bo taniej i więcej ciekawych smaków.
To nie jest reklama, chociaż no może jest ale nie mam z tego tytułu żadnych zysków ( a szkoda) :) ale myślę, że każdy komu nie chce się babrac z tarkami, obierakami i wogole jest taką samą leniwą zołzą jak ja może sobie pozwolic na trochę zdrowia. :)
P.S. Zdradziłam to już CapelliBelli - dodawajcie do waszych koktajli czy surowych soków troszeczkę oleju, wtedy macie pewnośc, że witaminy ADEK na pewno się wchłoną.
Ciao!
niedziela, 25 listopada 2012
sobota, 24 listopada 2012
niedziela, 4 listopada 2012
Trwałe wygładzanie czyli podsumowanie L'Oreal Xtenso
Buona Notte!
Poprzedni wpis podsumował, a raczej przypomniał moją przygodę z superekstrawychwalanym pod niebiosa zabiegiem rekonstruującym włosy Joico K-PAK, który na moich zwariowanych kudłach nie zrobił ŻADNEGO wrażenia... Zabieg nie był aż tak drogi (150zł mycie+zabieg+czesanie) ale jednak nie tego się spodziewa człowiek po profesjonalnym rytuale...
Dziś chciałabym podsumowac inny zabieg. Zdecydowanie droższy a więc zmuszający przeciętnie zarabiające osóbki do odłożenia pewnej kwoty. Z reguły jest to koszt z rzędu 200-300zł.
Opis producenta:
Ja wybrałam Xtenso niebieskie - końcówki po ombre mam paskudne, zresztą jak całe włosy ;p
Dodatkowo dosyc wnikliwą recenzję zamieściła u siebie B. z Azjatyckiego Cukru: http://azjatyckicukier.blogspot.com/2011/12/trwae-prostowanie-wrazenia-po-8.html.
Postanowiłam i tym razem zaryzykowac, tym bardziej, że mój osobisty fryzjer Arkadiusz przechodził szkolenie na tym produkcie.
Zabieg składa się z dwóch etapów:
1) Nałożenie mleczka wygładzającego oraz wygładzanie włosów przez ok 15 minut, pasmo po paśmie.
2) Nałożenie mleczka utrwalającego wygładzenie ( 10 minut) i spłukanie
Udało mi się udokumentowac składy tychże substancji - miód i mleko to to niestety nie jest ale ma działac...
Przebieg procesu:
Miałam lekką spinę z fryzjerem. Fryzjer nie będzie sobą, jeśli nie będzie próbował udowodnic swojej wyższości związanej z wiedzą na temat produktu, który aktualnie stosuje. I tak: mleczko wygładzające trzymał mi 20 minut (zamiast 10), nie wygładzał ręcznie pasm (tylko naciagnął włosy w sztywne pasma i tak je pozostawił), mleczko utrwalające trzymał na włosach odpowiednio, na koniec wysuszył i wyprostował.
Efekt?
Gładkie, lśniące prościutkie włoski. Niewzruszone na szalejącą wilgotnosc za oknem ani tym bardziej na parowe środowisko pod prysznicem. Dalej przez kilka dni były śliskie, błyszczące idealne!
Do mycia...
W trakcie mycia włosy były nadal bardzo gładkie, po spłukaniu odżywki dalej super śliskie. Po żadnej odżywce nie miałam takiego odczucia ale niestety po wysuszeniu pokazała się moja zmora nr1 - puch, nie był ekstremalnie wielki ale był. Efekt śliskich włosów jak by się spłukał do brodzika razem z szamponem...
Czuję się nabita w butelkę. Nie będę kryła żalu...
Kilka dni temu znalazłam notke na jakimś portalu urodowym, że zabieg wygładzający tylko zmniejsza efekt puszenia ale go wcale nie niweluje. Włosy dalej trzeba modelowac a przecież o odstawienie prostownicy najbardziej mi chodziło...
Pierwsze zdjęcie to wyprostowane z bliska - zdjęcie telefon emz flashem. Drugie zdjęcie jest aktualne, z teraz - włosy wysuszone naturalnie, rozczesane palcami na mokro. Bez stylizacji, kompletnie saute.
Poprzedni wpis podsumował, a raczej przypomniał moją przygodę z superekstrawychwalanym pod niebiosa zabiegiem rekonstruującym włosy Joico K-PAK, który na moich zwariowanych kudłach nie zrobił ŻADNEGO wrażenia... Zabieg nie był aż tak drogi (150zł mycie+zabieg+czesanie) ale jednak nie tego się spodziewa człowiek po profesjonalnym rytuale...
Dziś chciałabym podsumowac inny zabieg. Zdecydowanie droższy a więc zmuszający przeciętnie zarabiające osóbki do odłożenia pewnej kwoty. Z reguły jest to koszt z rzędu 200-300zł.
Opis producenta:
Loreal Professionnel X-Tenso Moisturist - krem trwale prostujący włosy,
Teraz idealne długotrwałe prostowanie włosów jest możliwe. L'Oréal Professionnel prezentuje X-Tenso Moisturist produkt zapewniający włosom super gładkość, miękkość i blask, przy jednoczesnym silnym działaniu pielęgnacyjnym.
Nowe X-Tenso Moisturist to długotrwałe prostowanie włosów, które jest łagodne i intensywnie pielęgnacyjne. W porównaniu do innych zabiegów prostujących włosy, ten zdecydowanie lepiej wygładza i neutralizuje puszenie. W efekcie włosy są wyprostowane, błyszczące i odżywione. Produkt daje rewelacyjną skuteczność nawet na grubych kręconych włosach, które zachowują swoją doskonałą jakość.
Zalety produktu X-Tenso Moisturist:
- Włosy gładkie nawet przy prostowaniu dużego skrętu
- Włosy po X-Tenso Moisturist są miękkie i błyszczące, powierzchnia włosa jest wygładzona i pełna blasku
- Kontrola objętości / łatwość modelowania
- Zneutralizowane puszenie się włosów, zabezpieczenie przed wilgocią
- Idealny produkt również dla mężczyzn z niezdyscyplinowanymi włosami
- Efekt utrzymujący się do 8 tygodni.
Jeden produkt trzy różne usługi:
- ZMNIEJSZENIE OBJĘTOŚCI
To propozycja dla klientek/klientów, którzy chcą zachować skręt włosów, bez efektu puszenia się lub zbytniej objętości. - BRAZYLIJSKIE PROSTOWANIE
To propozycja dla kobiet/mężczyzn, którzy pragną wygładzonych, zdyscyplinowanych włosów, przy zachowaniu ich elastyczności i naturalnego układania. - JAPOŃSKIE PROSTOWANIE
To propozycja dla klientek/klientów, którzy pragną ultra prostych włosów, w ?japońskim" stylu.
Rodzaje X-Tenso Moisturist:
- różowe do włosów naturalnych
- fioletowe do włosów naturalnych, opornych
- niebieskie do włosów uwrażliwionych, koloryzowanych
Ja wybrałam Xtenso niebieskie - końcówki po ombre mam paskudne, zresztą jak całe włosy ;p
Dodatkowo dosyc wnikliwą recenzję zamieściła u siebie B. z Azjatyckiego Cukru: http://azjatyckicukier.blogspot.com/2011/12/trwae-prostowanie-wrazenia-po-8.html.
Postanowiłam i tym razem zaryzykowac, tym bardziej, że mój osobisty fryzjer Arkadiusz przechodził szkolenie na tym produkcie.
Zabieg składa się z dwóch etapów:
1) Nałożenie mleczka wygładzającego oraz wygładzanie włosów przez ok 15 minut, pasmo po paśmie.
2) Nałożenie mleczka utrwalającego wygładzenie ( 10 minut) i spłukanie
Udało mi się udokumentowac składy tychże substancji - miód i mleko to to niestety nie jest ale ma działac...
Przebieg procesu:
Miałam lekką spinę z fryzjerem. Fryzjer nie będzie sobą, jeśli nie będzie próbował udowodnic swojej wyższości związanej z wiedzą na temat produktu, który aktualnie stosuje. I tak: mleczko wygładzające trzymał mi 20 minut (zamiast 10), nie wygładzał ręcznie pasm (tylko naciagnął włosy w sztywne pasma i tak je pozostawił), mleczko utrwalające trzymał na włosach odpowiednio, na koniec wysuszył i wyprostował.
Efekt?
Gładkie, lśniące prościutkie włoski. Niewzruszone na szalejącą wilgotnosc za oknem ani tym bardziej na parowe środowisko pod prysznicem. Dalej przez kilka dni były śliskie, błyszczące idealne!
Do mycia...
W trakcie mycia włosy były nadal bardzo gładkie, po spłukaniu odżywki dalej super śliskie. Po żadnej odżywce nie miałam takiego odczucia ale niestety po wysuszeniu pokazała się moja zmora nr1 - puch, nie był ekstremalnie wielki ale był. Efekt śliskich włosów jak by się spłukał do brodzika razem z szamponem...
Czuję się nabita w butelkę. Nie będę kryła żalu...
Kilka dni temu znalazłam notke na jakimś portalu urodowym, że zabieg wygładzający tylko zmniejsza efekt puszenia ale go wcale nie niweluje. Włosy dalej trzeba modelowac a przecież o odstawienie prostownicy najbardziej mi chodziło...
Pierwsze zdjęcie to wyprostowane z bliska - zdjęcie telefon emz flashem. Drugie zdjęcie jest aktualne, z teraz - włosy wysuszone naturalnie, rozczesane palcami na mokro. Bez stylizacji, kompletnie saute.
Wyglądają naprawdę okropnie :) a przez ombre pogłębia się efekt ich zniszczenia i rzadkości...
Podsumowanie jest niestety zbędne... Na moich włosach nawet ekskluzywne dziadostwa nie robią szału.
Dobranoc!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


