Post krótki i nie specjalnie odkrywczy :)
Stosowanie oliwki dla dzieci zamiast balsamu do ciała było już promowane w tv ładnych parę lat temu, przez koncern Johnson&Johnson, który proponował kobietom po prysznicu smarowanie ciała swoimi produktami. Ponieważ boom na olejowanie ciała powrócił z ciekawością sprawdziłam składy tychże oliwek. No i co tam takiego przeczytałam? Głównym składnikiem jest parafina :/ Na temat parafiny nie będę się tu rozwodzic, bo każdy wie co to jest, jakie ma działanie oraz skutki uboczne. Tym bardziej się zniesmaczyłam tym widokiem. Znów się okazało, że wielki koncern, karmiący nas tkliwymi reklamami ze słodkimi bobasami sprzedaje nam drogi produkt, którego jakośc jest niespecjalnie pomyślała o naszych skórach, a tym bardziej skórach niemowląt. Karcę paluchem za takie praktyki i każdemu proponuję dokładne czytanie składu kosmetyku przed wrzuceniem do koszyka.
Potwierdzam, niemal sama parafina :|
OdpowiedzUsuńMoja mama powiedziała mi niedawno, że właśnie od nich zaczęła się moja "przygoda" z ŁZS :/
Straszna jest myśl, że gdydy nie te "wspaniałe" kosmetyki, to możliwe, że nasze problemy (trądzik, łupież, przesuszenia skóry i wiele wiele innych) nigdy by się nie pojawiły... Wiadomo, że można miec predyspozycje do pewnych stanów ale wielkie koncerny wpajają nam, że mają rozwiązanie a się okazuje, że to tylko pogarsza stan i trzeba kupowac co raz droższe i "skuteczniejsze" specyfiki. God bless the internet :)
OdpowiedzUsuń