niedziela, 29 lipca 2012

Wszystkie pragną je miec - baby hair

Tak... O baby hair czytam tu, czytam tam. Sama zapragnęłam miec własne. Po opanowaniu niekontrolowanego puchu okazało się, że moich kłaczków wcale nie ma tak dużo, że warkoczyk to jest cieniutki, marniutki że oj. Ale będę szczera - nigdy mnie to specjalnie nie interesowało. Tzn. miała koleżanki, których kity poprostu przytłaczały swoim ciężarem ale ja miałam inny problem - szope a następnie wręcz popalone włosy farbami, gdzie był czas na myślenie i ich grubości? Do tego raz narkoza i nieprzyjmne leczenie + włosy całe życie ciasno w kitkę noszone. No więc o to i jest - nowy cel. Pobudzic włoski po kiełkowania!

Na pierwszy ogień oczywiście dieta - oczywiście nie stosuję. Ale jakoś zupełnie detrukcyjnie się nie odżywiam więc nie będę sobie pluła w brodę, że jest tak słabo.
-Suplementacja - Humavit Sprzypokrzywa- odhaczyc - w moim przypadku nie działa nic a nic
-CP- także odhaczyc - 2 opk. zero efektów.
-Mgiełka Jantrar- jestem na początku drugiej buteleczki, po pierwszej szału nie ma ale jeszcze nie wydaję werdyktu. Kuracja jest jednak lekko uciążliwa. Nie mam włosów wybitnie przetłuszczających jednak po 2 dniach lekkie uczucie nieświeżości tuż po aplikacji można odczuc.
- masaż skóry głowy - najprzyjemniejsza sprawa w całej kuracji. :>
W zasadzie na dzień dzisiejszy to tyle. Jeśli zawiedzie Jantar mam jeszcze 4 opcje na wcierki ziołowe i co ważniejsze - bezalkoholowe - Green Pharmacy p-wypadaniu i do włosów farbowanych, Seboravit i Saponics z Farmony. Na sam koniec, jeśli nic się nie poprawi wyciągam najcieższą artylerię w postaci Kuracji Wzmacniającej Rzepa z Joanny. Dlaczego na sam koniec?  A no właśnie, bo w składnie alkohol denat.+dmdm hyndatoin - czyli pewne ryzyko dla wrażliwej skóry głowy.

Kitek został odstawiony na bok na rzecz luźnego warkocza. Zawsze coś.

Myślałam jeszcze nad propozycją Anwen ze wspólną akcją żelatynową. Nawet jeśli się zdecyduję pozostanę raczej cicho-ciemną uczestniczką. Bez pasemek kontrolnych, bez fotorelacji, bez notatek z wrażeniami - jestem zbyt niesystematyczna :)
A moim drugim suplementem, który już nawet został przeze mnie zakupiony to siemie lniane, czyli będę się faszerowac najlepszym stylizatorem ever - żelem lnianym. Kiedyś gotowałam go z owsianka. Smak mi nawet odpowiadał chyba do tego wrócę.

Kurde, znowu nie wiem jaka fote wstawic ;p Wiec foty brak





piątek, 13 lipca 2012

Foto w natarciu!

Wreszcie coś. co ożywi smęty :)
Na pierwszy ogień - turboloki, chyba najmocniej skręcone, bijące blaskiem popołudniowego słońca. Twarz za to nie wyjściowa więc postarałam się o profesjonalny make up.
A później moje zwariowane zwierzaki. Wszystkie są udane i wnoszą do mojego życia dużo radości.
Na sam koniec takie małe przekłamanie mojego aparatu - w rzeczywistości nie mam aż tak zielonych oczu. Byłam ciekawa jak wyglądam ze spiruliną na twarzy i tak jakoś wyszło.





środa, 11 lipca 2012

Blog zamarł 8-/...

Tykam go lekko i ostrożnie jak martwego wróbla. Patykiem. Wdech i...
Jeszcze nie zarobaczony, jeszcze da się reanimowac...
No to pobudka!

Znowu error z fotkami. To chyba jakiś znak, co aby nikt nie obejrzał moich ambitnych zdjęc. No ale do trzech razy sztuka. Jutro podbije jeszcze raz ;p

Co aby nie było zbyt interesująco muszę stwierdzic, że stan moich kudełków i cery jest w ciemnej d... powiedzmy za górami za lasami ;)
Wymęczyłam wszystkie agresywne żele prysznicowe. Teraz od stóp do głów BDfM (różowy), gloria + hydrolizowana keratyna lub jedwab + kwas mlekowy (kropel 5) + kapka bhringraj lub Vatika migdałowa (aby wykończyc bo niestety ale szału nie ma. Nie dla mnie ajurveda). A na mokre włosy Joanna Babunia miód lub jojoba + silikon na końcówki.
Twarz od dosłownie 2 dni opryskuję samorobnym tonikiem z wody z kwiatu pomarańczy (smród poczciwego męskiego "Brutala") z kwasem mlekowym . Jako krem na zmianę stosuję albo serum SAP ze ZrobSobieKrem.pl (dla mnie osobiście boska kombinacja- kocham miłością wielką ale dzięki wit.C cała moja opalenizna zeszła. Jestem różowo-biała jak niemowlę) wymieszanym z organicznym olejkiem jojoba. Drugim specyfikiem jest świeżo ukręcony Delikatny krem z kwasami PHA (także ZSK) wzbogacony, gratisowo dodanymi liposomamu z nanosrebrem.

Kilka uwag - jojoba, mimo iż teoretycznie jest najbardziej zbliżony do ludzkiego sebum pojawił mi się problem z wypryskami (cała parada wielkości, kolorów i bolesności ;/) Dlatego ratuję się tonikiem pomarańczowym (ten smród...) i kremem z PHA, który teoretycznie bez nanosrebra powinien zadziałac ale jakiś taki lepki i biedny był po ukręceniu, więc dowaliłam co miałam.

Jeśli chodzi o włosy... hmmm Po wielkim hurra, kiedy stanęłam przed lustrem i uśmiechała się przede mną kręconowłosa dziewczyna kontynuowałam pielęgnację z nadziei o miękkośc, sprężystośc i blask moich na nowo co poznanych kręciołków. I co? I nic...
Oleje Bhringraj (bezparafinowy), Vatika migdałowa (parafinowa), BD pflegol nic nie dały. No może lekko wlosy sie ładniej mienią ale w dotyku beznajdzieja.
Hydrolizowana keratyna i jedwab nie pomogły odbudowac moich włosów przy końcach (mimo, iż było parę miesięcy spokoju od prostownicy i 6mc od jakiego kolwiek farbowania - nawet bez amoniakowymi wynalazkami) to końcóweczki wręcz się ciągną jak gumki - a były podcinane!
Kończę duże opakowanie humavitu (drożdże, skrzypo-pokrzywa), nakrapiam skalp tym super zachwalanym Jantarem a baby hair pojawia mi się dzień po goleniu pach ale nie na głowie...

Z miłych rzeczy zrobiłam sobie ombre - skoro końcówki i tak pójdą na rzeź to chociaż niech polegną w odcieniu ładnego blondu.  Zdjęcia - będą jak komputer z kartą się pogodzi.

Na koniec może jednak wstawię tu jakieś zdjęcie. Nie moje ale żeby jakoś tak kolorowiej i weselej było. w normalnym życiu otaczam się wieloma ładnymi rzeczami (odczucie bardzo subiektywne i krótkotwałe)

Także hej ho!






źródło google.com